poniedziałek, 3 kwietnia 2017

...irytował PAN-owskich profesorów w najwyższym stopniu

Dziennikarka Mira Suchodolska z Dziennik Gazeta Prawna zamieściła na swoim otwartym profilu na facebooku tekst, który jest fragmentem tekstu z DGP. Fragment tego, co Suchodolska zamieściła na fb wklejam poniżej:

Nieoficjalnie pracownicy PAN komentują, że Kamil Kulesza naruszył święte zasady funkcjonowania instytucji naukowych. Które polegają mniej więcej na tym, że zasiadająca we władzach ekipa ssie przez grubą słomkę pieniądze z budżetu i z grantów. W 2015 r. głośna była w środowisku naukowym sprawa związana z Instytutem Chemii Fizycznej PAN, kiedy na skutek audytu wszczętego jeszcze przez prof. Michała Kleibera, poprzednika obecnego prezesa PAN, profesora Jerzego Duszyńskiego, okazało się, że w ciągu dwóch lat dwie osoby z kierownictwa IChF zarobiły ok. 1,5 mln zł.
Przeprowadzony tam audyt wykazał, że w 2014 r. dyrektor tej naukowej placówki zarobił ponad 600 tys. zł (czyli ponad 50 tys. zł miesięcznie), a jego zastępca ok. 400 tys. zł (ponad 33 tys. zł miesięcznie). Historię opisał portal WirtualnaPolska.pl, ale bałagan szybko został zamieciony pod dywan.
Ale jak się dowiaduje DGP, ta awantura była jedynie częścią – bo nie chcę napisać czubkiem – góry lodowej. Wyszło bowiem, że podobne praktyki stosowano w większości jednostek podległych Polskiej Akademii Nauk – jedno ze źródeł mówi, że nawet w 50 na 65. Mechanizm wysysania pieniędzy polegał, w dużym skrócie, na tym, że oprócz stałego wynagrodzenia z tytułu pracy szefostwo instytutów zarabiało na „podczepianiu się” do grantów oraz na premiach, które były udzielane sobie wzajemnie – na zasadzie dyrektor podpisuje się pod wnioskiem wicedyrektora, a pod wnioskiem o premię dyrektora podpis składa główny księgowy.
Źródło w kancelarii premiera – któremu podlega PAN – potwierdziło takie zachowania. – Po aferze w IChF zrobiliśmy w porozumieniu z władzami PAN przegląd, w którego trakcie wyszło, że pieniądze budżetowe były czerpane szeroką strugą, ludzie zatrudnieni w Akademii pobierali apanaże, które nijak nie przystawały do ich osiągnięć – mówi źródło.

Wykupiłem też dostęp do tego artykułu - opowiada on jedną z wielu historii (niedawno wrzucałem na bloga historię super-kryształów) o zmarnowanym potencjale zdolnych, młodych, polskich naukowców w zderzeniu z betonową "grupą trzymającą władzę". Rozwiązanie tej patologicznej sytuacji jest teoretycznie bardzo proste: płacić wyłącznie za efekty, stosować twarde mierniki dorobku naukowego i zero uznaniowości. Wtedy beton sam padnie z głodu odcięty od finansów, bo większość betonu pozostała tu jeszcze z poprzedniej epoki i w praktyce niewiele potrafi, a jego miejsce zajęłyby osoby naprawdę kompetentne i w kilka lat jesteśmy lepsi niż Szwecja. Ale tego właśnie nikt nie chce wprowadzić, bo wielu wybitnych profesorów poszłoby wtedy szybko na zieloną trawkę. Cały artykuł tutaj:

a na koniec jeszcze fragmencik:

"...irytował PAN-owskich profesorów w najwyższym stopniu: swoim wyglądem (pomarańczowa bluza z kapturem zamiast garnituru), zachowaniem (nie okazywał należnego szacunku i uniżoności), poglądami (twierdził, że kompetencje są ważniejsze niż tytuły, a nauka powinna radzić sobie w rynkowej konkurencji). Po zagranicznych studiach, mówiący biegle po angielsku, świetnie dogadywał się zarówno ze sławami naukowymi czołowych uczelni z pierwszych miejsc szanghajskiej listy, jak i z ludźmi biznesu".
 
"Instytut Badań Systemowych Polskiej Akademii Nauk złożył zawiadomienie do prokuratury, że dr Kamil Kulesza działa na niekorzyść instytucji. [...] A jeszcze niedawno kierowane przez dr. Kuleszę Centrum Zastosowań Matematyki i Inżynierii Systemów (CZMIS) było perełką w PAN-owskiej koronie, powodem do chluby."

Michał Żmihorski

71 komentarzy:

  1. Zdzislaw M. Szulc3 kwietnia 2017 14:37

    Jak "ulal", pasuje tu, ta konkretna piosenka (Zegramistrz Swiatla Purpurowy") :< https://www.youtube.com/watch?v=obvizJRnezA >

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zna Pan szczegóły tej sprawy, że tak ochoczo zabiera Pan głos?

      Usuń
    2. Wygląda na to że Pani/Pan Anonimowy zna, proszę się z nami podzielić, umieramy z ciekawości.

      Usuń
    3. Nie znam, ale nie wypowiadam się pochopnie, aby nie skompromitować się.Sprawę rozstrzygnie niezawisły sąd, który zapozna się z materiałem dowodowym w sprawie powyżej.

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. Anonimowy 4 kwietnia 2017 15:02: "Sprawę rozstrzygnie niezawisły sąd, który zapozna się z materiałem dowodowym w sprawie powyżej." - Niestety to nie jest wystarczajace rozwizanie w tym przypadku. Rzecz dotyczy instytucji publicznej, funkcjonujacej przede wszystkim w oparciu o pieniadze publiczne (czyli w jakims tam stopniu sa to pieniadze nas wszystkich). Takie instytucje powinny dzialac w sposob absolutnie transparentny, a nie na zasadzie zamknietego folwarku. Czyli argumenty w tej sprawie powinny byc jednak przedstawione takze opinii publicznej (a nie tylko sadowi).

      Usuń
    6. Do anonimowego z 5 kwietnia z g.00:59.,

      Owszem np. publiczne szkoły wyższe, instytuty badawcze, czy instytuty naukowe Polskiej Akademii Nauk, to są instytucje publiczne, a które muszą działać w sposób absolutnie transparentny i uważam, że działają przejrzyście w ramach działalności statutowej.Przecież instytuty naukowe PAN regularnie w roku podlegają kontrolom, audytom wewnętrznym, zewnętrznym i niejednokrotnie międzynarodowym.Bodajże w 2014 r. Polska Akademia Nauk realizowała aż 3300 dużych programów, projektów, grantów badawczych, gdzie gro o randze międzynarodowej, w ramach bilateralnych umów zawartych z instytucjami równorzędnymi.Dlatego przepływ badań naukowych w PAN jest pokaźny i bardzo dynamiczny.Pomimo tego zdarzają się różne incydenty, ale owe instytuty nie działają na zasadzie zamkniętego folwarku, choć decydujący głos ma tam zapewne dyrektor i rada naukowa.Instytuty naukowe PAN stanowią integralny pion Akademii, ale cieszący się wielką autonomią stąd władze Akademii zazwyczaj odwołują dyrektorów i przeprowadzają cyklicznie audyty.Generalnie uważam, iż Polska Akademia Nauk jest liderem, prymusem w obszarze badań naukowych podstawowych w kraju, i jak dotąd nikt jeszcze Jej nie dorównał vide bazy Web of Science i Scopus.Na koniec kwestia argumentacji stron sporu, a opinia publiczna.Jedynie niezawisły sąd rozstrzyga spór prawny stron, a nie opinia publiczna, gdyż każdy człowiek ma odmienne spojrzenie na otaczającą go rzeczywistość, i różnorodnie może interpretować przedstawione materiały, które zawierają argumentację stron.

      Usuń
    7. "Generalnie uważam, iż Polska Akademia Nauk jest liderem, prymusem". - Niestety to jest tylko Pana opinia, w zasadzie prywatna. Zas oczekiwania spoleczne wobec jednostek PAN-u sa zupelnie. Wiele osob uwaza, ze powinny te jednostki byc pomostem pomiedzy swiatem akademickim a gospodarka. A przede wszystkim powinny te jednostki umiec odzyskac polski wklad do UE w dziedzinie nauki. Obu tych rol jednostki PAN w najmniejszym stopniu nie realizuja. Tak wiec w opinii spolecznej jednostki PAN sa nieudolne i w zasadzie niepotrzebne. Co wiecej wspoluczestnicza w wyciaganiu pieniedzy budzetowych poprzez NCN i NCBiR. Dlatego szersza analiza takich przypadkach, jak dr Kuleszy jest jak najbardziej potrzebna.

      Usuń
    8. Do anonimowego z g.10:53.,

      Obawiam się, iż anonimowy nie rozumie istoty zagadnienia, a które poddaje subiektywnej krytyce.Instytuty naukowe PAN zajmują się badaniami naukowymi podstawowymi - teoretycznymi, a nie badaniami aplikacyjnymi, stosowanymi w przemyśle i gospodarce stąd nigdy nie były i nie będą żadnym pomostem na linii świat akademicki a gospodarka.Ponadto instytuty naukowe PAN, których jest 69, czyli niecałe 7% spośród 963 placówek badawczych kraju mają odzyskać wkład finansowy Polski do UE w dziedzinie nauki? Proszę się zastanowić, co Pan/Pani pisze, bo jest to niepoważne.

      Kwestia Akademii jako lidera polskiej nauki w obszarze badań naukowych podstawowych to fakt, a nie moja prywatna opinia.Przecież ok.35% rocznego dorobku polskiej nauki, a zaindeksowanego międzynarodowo przypada właśnie na centrum badawcze PAN.Która polska instytucja naukowa ma tak rozległy, wszechstronny, uznany i zaindeksowany międzynarodowo dorobek badawczy, a jakim dysponuje PAN? Proszę zapoznać się z danymi baz Web of Science i Scopus.Przecież to właśnie ok.40-42 instytutów naukowych PAN i dosłownie kilka wybranych wydziałów publicznych szkół wyższych popycha polską naukę do przodu, a pozostali to wielcy nieobecni.Dalej badania naukowe realizowane w Akademii mają zazwyczaj charakter interdyscyplinarny, multidyscyplinarny i tym różnią się m.in. od badań realizowanych w szkolnictwie wyższym, choć są względem siebie komplementarne.Reasumując, to kiepsko Pan/Pani boksuje w temacie.Oj kiepsko.

      Usuń
    9. Niestety to Pan nie rozumie, ze instytuty PAN dzialaja w klimatach "Konopielki". Ludzie cos tam sobie mysla i cos tam sobie robia, ale glownie tak, jak 50 lat temu. I jesli pojawia sie ktos z zasadniczo innym podejsciem (typowym dla cywilizacji zachodniej), to dochodzi do prawdziwej "wojny swiatow". Jak na razie w tej wojnie zawsze gora byli obroncy koncepcji zamknietego folwarku. Ale wlasnie dlatego te sprawy trzeba analizowac poza budynkami wladzy sadowniczej. Niech podatnicy zadecyduja, czy dalej chca utrzymywac skansen, jesli oni tak zdecyduja to OK. W kazdym razie to nie jest spor miedzy mna, a Anonimowym 11:56.

      Usuń
    10. Do anonimowego z g.12:15.,

      Anonimowy nadal brnie w krytykę, bez uzasadnienia merytorycznego.Pan nie ma elementarnej wiedzy na temat centrum badawczego PAN, a podejmuje się Pan tzw. słomianej krytyki, która niczego nie wyjaśnia i nic odkrywczego nie wnosi.Ponadto to nie podatnicy decydują, czy dany instytut naukowy ma funkcjonować dalej lub nie.

      Usuń
    11. Jeśli już koniecznie chcemy porównywać PAN i inne jednostki, to pewne zdziwienie budzi wrzucenie wszystkich instytutów PAN do jednego worka. Ile osób tam pracuje naukowo i czy da się to porównać z pojedynczą uczelnią? Wątpię...

      Druga rzecz - proszę pamiętać, że na uczelniach, poza tzw. uprawianiem nauki, są jeszcze inne obowiązki. Hmmm, co to było? A, wiem, edukacja! :D

      Usuń
    12. Anonimowy5 kwietnia 2017 11:56

      Uprzejmie proszę mnie - nowego anonimowego - oświecić, po co w kraju takim jak Polska instytuty badawcze uprawiające nauki podstawowe bez żadnych innych zobowiązań? Przecież to jest jak palenie dolarami w kominku.

      Usuń
    13. Do anonimowego z g.20:04.,

      Według klasyfikacji Komitetu Ewaluacji Jednostek Naukowych sytuacja instytutów PAN przedstawia się następująco: 12 instytutów PAN z kategorią A+, 43 z kategorią A, 14 z kategorią B.Dlatego nie ma mowy o wrzuceniu wszystkich placówek do jednego worka.W centrum badawczym PAN pracuje 3721 pracowników badawczych, to o ponad 100 osób mniej niż na starym, poczciwym Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.Czołowe polskie uniwersytety posiadają więcej placówek badawczych, choć to ulega pewnym zmianom.Porównanie dorobku badawczego PAN, a czołowych polskich szkół wyższych nie jest problematyczne, bo zwyczajnie być nie może.Natomiast kwestia dydaktyki nie usprawiedliwia pozycji polskich uczelni wyższych w rankingach.Zawsze się znajdzie dobra wymówka, że lew stoi na drodze itp.Bądźmy poważni.

      Usuń
    14. Do anonimowego z g.20:33.,

      A po co w ogóle w kraju takim jak Polska potrzebna jest nauka? Proszę mi wybaczyć, ale nie rozumiem pytania anonimowego.

      Usuń
    15. Ta wymiana opinii o jednostkach PAN nie dotyczy detali, tylko roznic
      mentalnosciowych, ktorych "anonimowy obronca jednostek PAN" nie chce dostrzegac. Dla osob, ktore spedzily troche czasu na Zachodzie nastepujace zdanie wygloszone przez niego jest szokujace. "Ponadto to nie podatnicy decydują, czy dany instytut naukowy ma funkcjonować dalej lub nie." Otoz w panstwach demokratycznych, nawet jesli ktos tak mysli, to nigdy tego nie napisze, gdyz to zrujnowaloby to jego wizerunek. A to dlatego, ze podatnik jest pewnego rodzaju "swietoscia" i przynajmniej
      trzeba udawac, ze bardzo ceni sie glosy tzw. lokalnych spolecznosci. A u nas: mamy po prostu folwarki, ktore same sobie ustalaja reguly, a podatnikowi przynosza tylko rachunki do zaplacenia.

      Czyli mamy wojne swiatow (jak juz pisalem). I tutaj na pewno nie dojdzie do jakichskompromisow w wyniku wymiany pogladow na portalach dyskusyjnych. To jest bardziej taka sytuacje, gdzie jedynym istotnym pytaniem jest to, kto kogo ostatecznie ogra. Ale w kazdym razie, ja nie mam ochoty, aby z moich podatkow (i z podatkow mojej rodziny) utrzymywac hobbystow, ktorzy wylacznie robia to na co maja ochote.

      Usuń
    16. Do anonimowego z g.22:35.,

      Spędziłem kilka lat na Zachodzie i tam nauczono mnie, abym odważnie wyrażał swoje myśli, poglądy, osądy.Nawet jeżeli będą budzić kontrowersje w środowisku.Natomiast logo, marka Polskiej Akademii Nauk jest bardzo dobrze rozpoznawalna w skali globu i wysoce ceniona, a o czym przekonałem się osobiście.PAN to najwyżej oceniana w świecie marka polskiej nauki.To fakt, a nie moja prywatna opinia stąd z przyjemnością występuje w roli obrońcy centrum badawczego PAN.Nie dostrzegam żadnej wojny światów, a raczej brak ukształtowania się społeczeństwa obywatelskiego w Polsce.

      Usuń
    17. Z całym szacunkiem, ale wpis anonimowego z 22:35 świadczy o trochę hmm...ograniczonych horyzontach. Oprócz takich, co rzetelnie pracują nad lekami na raka, potrzebni są także dobrzy spece od filologii klasycznej i tacy, co licząc szczecinki na odnóżach owadów, potrafią z tego wysnuć konkretne wnioski. I jeżeli tylko przykładają się do tego co robią, ich praca jest tak samo użyteczna, chociaż nie wszyscy potrafią zrozumieć jej dobrodziejstwa. Prawdziwy naukowiec zawsze pozostanie trochę hobbystą - dla mnie jest to oczywiste. A takie gadanie że "z podatków moich i mojej rodziny nie będę finansował hobbystów" przypomina mi postępowanie Mao, który rozkazał wytłuc wszystkie wróble, jako szkodniki. Wszyscy wiemy, jak to się skończyło i warto o tym pamiętać.

      Usuń
    18. (1) Jesli Pan nie dostrzega tej wojny swiatow, to jest juz Pana problem. (2) Jesli jednostki PAN sa rozpoznawane w swiecie, to niech na ich funkcjonowanie placa ci ludzie co je rozpoznaja i ich to cieszy. (3) Ja nie mam ochoty, aby moje podatki szly na takie jednostki i bede przekonywal kogo sie tylko da do tej tezy. I to w zasadzie tyle w temacie.

      Usuń
    19. Anonimowy5 kwietnia 2017 20:52

      Do anonimowego z g.20:33.,

      Pyta Pan(i) "A po co w ogóle w kraju takim jak Polska potrzebna jest nauka? "

      No właśnie. Po co? Kto odważy się dać odpowiedź?

      Moja jest prosta: prowadzenie badań naukowych (w sensie badań podstawowych) jest niezbędne do (1) kształcenia kadr na poziomie doktorskim (2) posiadania przez państwo dostępu do własnego zaplecza eksperckiego (3) i pewnie jakiś humanista dopisałby coś o błogosławionym wpływie na rozwój cywilizacyjny mieszkańców kraju. Wszystkie te trzy główne misje znakomicie może wykonywać uniwersytet. Pytam więc: po co uprawiać nauki podstawowe poza uniwersytetem w kraju o poziomie rozwoju cywilizacyjnego takim jak Polska, który masowo imituje, a niczego nie tworzy? Jakie są skutki takiej uprawy? Czyż opisany powyżej drenaż publicznych środków na badania nie prowadzi do braku tych środków w uczelniach, a to z kolej nie skutkuje ich niską pozycją w tych wszystkich tak hołubionych rankingach?

      Usuń
    20. do anonima 23:09 OK. Mozecie mnie uwazac za ograniczonego. Nie mam z tym problemu. Ale wezcie sie odp..rzcie sie od moich podatkow. Z gory dziekuje.

      Usuń
    21. Do anonimowego z g.23:17.,

      Pana opinia w sprawie centrum badawczego PAN jest bez jakiegokolwiek znaczenia przy całym szacunku do Pana osoby.Niech Pan przekonuje kogokolwiek chce do swojej tezy.Życzę powodzenia.Natomiast PAN 9 kwietnia obchodzi jubileusz 65 - lecia istnienia.Chwała Polskiej Akademii Nauk.

      Usuń
    22. "Pana opinia w sprawie centrum badawczego PAN jest bez jakiegokolwiek znaczenia". Z ta ocena na dzien dzisiejszy akurat w pelni sie zgadzam. Ale w przypadkach takich jak ten (tzn. na swoj sposob trudnych) rodza sie rozne postawy. Jedni zrozpaczeni odchodza, wyjezdzaja (bylo o tym tutaj). A innych to nakreca. Gdyz trudne sprawy to jedan rodzaj interesujacego wyzwania, z ktorym sie byc moze warto zmierzyc. Prawdziwi fighterzy lubia takie sytuacje. (2)"PAN 9 kwietnia obchodzi jubileusz 65 - lecia istnienia. Chwała Polskiej Akademii Nauk" - Brawo. Partia! Gierek! Partia! Gierek!

      Usuń
    23. Do anonimowego z g.23:22.,

      Gdyby uważnie anonimowy przeczytał moje posty powyżej, to nie udzielałby tak kuriozalnej odpowiedzi.Otóż pozauniwersyteckie centra naukowe realizują komplementarne badania naukowe względem uczelni wyższych z tą różnicą, iż te realizowane w ośrodkach pozauniwersyteckich są wyprzedzające i zazwyczaj o charakterze interdyscyplinarnym, multidyscyplinarnym, a których nie prowadzi się w jednostkach organizacyjnych uczelni wyższych z różnych względów.Na tym polega istota funkcjonowania centrów badawczych narodowych akademii nauk Europy i globu.Inne drobiazgowe kwestie pominę.

      Usuń
    24. Do anonimowego z g.23:42.,

      Szanowny Panie niech Pan próbuje się zmierzyć z ową sytuacją.Jestem spokojny o Polską Akademię Nauk.W historii bywali różni wizjonerzy, fantaści, nawiedzeni reformatorzy nauki, a którzy miewali fantazje, rojenia na temat PAN.Tyle tylko, iż pozostały one w sferze wielkich optycznych złudzeń, i tam też jest ich miejsce.Zaznaczam, iż szanuje Pana jako mojego adwersarza.

      Usuń
    25. do: Anonimowy 6 kwietnia 2017 00:06
      Powtorze to co napisalem duzo wczesniej. Wg opinii osob postronnych, PAN na dzien dzisiejszy nie spelnia oczekiwan, jakie mozna miec w stosunku do tej instytucji. Jesli przyjmiemy mozliwie lagodna forme dyskusji, to PAN funkcjonuje wg opisow przedstawionych w Konopielce. Ludzie tam opisani nie byli zli, mozna nawet powiedziec, ze byli na swoj sposob wartosciowi, natomiast utracili kontakt ze swiatem zewnetrznym. Podobnie osobom zarzadzajacym jednostkami PAN brakuje otwartosci na inne postawy. Ta obecna sytuacja to kolejny konflikt tego samego typu (polecam lekture przypadku Stanislawa Karpinskiego, dobrze udokumentowanego w internecie). Juz to powinno spowodowac pewnego rodzaju refleksje.

      Usuń
    26. Do anonimowego z g.00:27.,

      Nie uważam, aby naukowcy z PAN utracili kontakt ze światem zewnętrznym, gdyż inaczej nie realizowaliby jakichkolwiek programów, projektów badawczych o randze międzynarodowej, a takowych nie brakuje np. w ramach zawartych umów bilateralnych z instytucjami równorzędnymi itp.Co do casusu pana prof. Stanisława Karpińskiego, to wiem, iż dwukrotnie brał udział w konkursach na stanowiska pracy w Instytucie Genetyki Roślin PAN.I co z tego wynika?

      Usuń
    27. Bral udzial w konkursach i przegral. Chociaz naukowcem jest wybitnym. Bo byl z zewnatrz i myslal "inaczej". OK, niech Ministerstwo sie martwi co z tymi jednostkami "wsobnymi" dalej zrobic. Ja bym je po prostu rozwiazal, a ludzi i sprzet przeniosl na istniejace juz uczelnie. Ale, jak juz ustalilismy, na szczescie dla tych jednostek, ja mam niewiele w tej sprawie do powiedzenia. Wiec to sie prawdopodobnie dalej bedzie wszystko ciagnelo. Patologiczne struktury maja niestety tendencje do odtwarzania sie w nastepnych pokoleniach (co potwierdzaja np. obserwacje przedmiesc wiekich miast). Normalni ludzie beda uciekac. Ale nadzieja jest w tym, ze paru fighter-ow sie za to jednak wezmie.

      Usuń
    28. Do anonimowego z g.01:31.,

      Prof. Stanisław Karpiński przegrał w owych konkursach to fakt, ale nie on jeden, gdyż ubiegających się o prace zawsze było wielu.I co z tego wynika? Anonimowy twierdzi, iż prof. Stanisław Karpiński jest wybitnym naukowcem, ale na jakiej podstawie anonimowy formułuje taki osąd, wniosek? Ponadto PAN nie podlega MNiSW, a Prezesowi Rady Ministrów stąd anonimowy plecie o lecie.W kwestii uczelni, to w nieodległej przyszłości niewykluczone będą redukcje i etatów i likwidacja części jednostek organizacyjnych szkół wyższych - wydziałów, bo brakuje funduszy na ich utrzymanie, a anonimowy snuje fantazje o przeprowadzkach na uczelnie.Ponownie rzut kulą w płot.Najbardziej rozbawiła mnie historyjka anonimowego o parze fighter-ów, to świadczy o braku znajomości problematyki przez anonimowego.

      Usuń
    29. No, dobrze anonim 01:55 jeszcze raz dowiodl samemu sobie, ze ma racje (tzn. ze jednostki PAN sa chluba narodowa PL) i niech tak zostanie.

      Usuń
    30. Do anonimowego z g.02:12.,

      Drogi anonimie jeżeli się mylę, to udowodnij mi, że się mylę, ale uzasadnienie musi być merytoryczne, a takowego jeszcze nie dostrzegłem przy całym szacunku dla anonima.

      Usuń
    31. Szanowny Anonimie, nie zamierzam tutaj nikgo przekonywac na sile do moich racji. Po prostu wyrazilem tylko swoje zdanie na temat relacji "jednostki PAN - otoczenie", oraz przedstawilem propozycje rozwiazania problemu (ktora oczywiscie nie zostanie zaakceptowana i to bynajmniej nie z powodow finansowych). Mlodzi ludzie po prostu powinni znac rozne opinie na temat calosci funkcjonowania wszechswiata. I tyle. Zycze dobrej nocy.

      Usuń
    32. "pozauniwersyteckie centra naukowe realizują komplementarne badania naukowe względem uczelni wyższych z tą różnicą, iż te realizowane w ośrodkach pozauniwersyteckich są wyprzedzające i zazwyczaj o charakterze interdyscyplinarnym, multidyscyplinarnym, a których nie prowadzi się w jednostkach organizacyjnych uczelni wyższych z różnych względów."

      To najbardziej kuriozalna wypowiedź, jaką ostatnio czytałem. Czy dobrze rozumiem intencję, że badanie wyprzedzające to takie, które szczególnie nie jest nikomu potrzebne ("jesteśmy niezrozumiałymi pionierami"), a interdyscyplinarność to taka ściema, żeby nie dało się znaleźć kompetentnych recenzentów?

      Co broni prowadzić badania "wyprzedające" (co wyprzedzające) i interdyscyplinarne na uczelniach?

      Usuń
    33. Anonimowy6 kwietnia 2017 01:55,
      Co wynika z porażek Karpińskiego? Że cały pomysł tworzenia grup badawczych ze środków grantowych bez równoległych i komplementarnych zmian w systemie kadrowym PAN/uczelni wyższych to wyrzucanie dolarów z okien jadącego pociągu. Jak ktoś, np, Karpiński, je złapie, to kolejny rok przeżyje. Jak nie, to rozwiązuje grupę, której członkowie mają żołądki i rodziny, więc znajdują nową pracę i do Karpińskiego już nie wrócą. W ten sposób przepultaliśmy naprawdę ogromne pieniądze, a Karpiński jest tu tylko symbolem, takich jak on są setki, tyle że nie każdy jak on chce się szlajać po sądach lub wylewać żale w gazetach.

      Proponuję politykom organizować biura poselskie z pieniędzy uzyskiwanych w otwartych konkursach z 10% współczynnikiem sukcesu.

      Usuń
    34. Do anonimowego z g.07:49.,

      Nie ma badań naukowych nikomu niepotrzebnych, gdyż takowych nikt na świecie nie realizuje.Ponadto badania wyprzedzające w swej istocie są interdyscyplinarne, multidyscyplinarne, bo sygnalizują odkrycia na pograniczu różnych dyscyplin, specjalności naukowych i wykraczają poza przyjęte ustalenia.Realizują je zazwyczaj ośrodki pozauniwersyteckie ze względu na wyspecjalizowane kadry i zespoły badawcze, koncentrację aparatury naukowej i przeprowadzone dotychczas liczne badania naukowe, które stanowią punkt wyjścia do dalszych prac badawczych.
      W Polsce tego typu badania prowadzone są przede wszystkim w centrum badawczym PAN i na kilku wydziałach, wybranych publicznych szkół wyższych.

      Usuń
    35. Do anonimowego z g.07:58.,

      Na początku dziękuję za interesujący post i przepraszam, iż odpisuje późno.Spraw problemowych w sektorze polskiej nauki nie brakuje.Wiemy, że faktyczne finansowanie polskiej nauki z budżetu wynosi 0,6% PKB, a wraz ze środkami unijnymi to 0,43% PKB jak podają decydenci.Czy te bardzo skromne środki finansowe (nędzne) są dobrze wydane? Na ile mi wiadomo Polska zajmuje 32 miejsce w skali globu jeżeli chodzi o ilość publikacji naukowych na milion mieszkańców.Bodajże w 2015 r. polska nauka zajęła 21 miejsce w skali globu w oparciu o wskaźniki naukometryczne, bez podziału na dyscypliny, specjalności naukowe.Wzrasta ogólna liczba uzyskanych patentów, ale wskaźniki wdrożeń nie są imponujące.Rodzi się pytanie, kto ma wdrażać owe polskie patenty? Krajowi przedsiębiorcy? Nie mają kapitału inwestycyjnego.Pozostają jedynie zagraniczne koncerny i międzynarodowe korporacje, które u nas zainwestowały na przestrzeni 28 lat transformacji ustrojowej, to chyba ich obecność nad Wisłą decyduje, że w rankingu innowacyjnych gospodarek globu - Bloomberga nasza Rzeczpospolita zajęła 23 miejsce.Obawiam się, że za kilka lat (5-6) w ogóle nie będzie nas stać na finansowanie jakichkolwiek badań naukowych i prac rozwojowych, gdyż nauka bardzo się wyspecjalizowała, a prowadzenie samodzielnie badań naukowych jest coraz droższe.Tych spraw problemowych, jak wspomniałem powyżej nie brakuje.

      Usuń
  2. Fajnie, fajnie, tymczasem na profilu The PhD Game pojawia się wpis:

    Dokumenty podpisane. Zostałam kierownikiem PRELUDIUM. Brzmi dumnie? Pieniędzy nie jest znowu zbyt dużo, więc muszę oszczędzać. Konferencja za pół roku, ale trzeba się zarejestrować, póki fee niższe. Polskim busem w 16 h dojadę, po co samolot. Hotel też po taniości na zadupiu. najwyżej będę podjeżdżać, bo jak wydam całą kasę teraz, to już na żadną konfę nie pojadę przez 2 lata. Z wypełnionym wnioskiem udaję się do Działu Finansowego i dowiaduję się, że od bieżącego roku decyzją Wszechmocnych doktorantowi jako niepracownikowi nie przysługują diety pobytowe i przejazdowe w delegacji. W sumie przecież doktoranci i tak nie jedzą, więc luz. Poza tym może jeszcze będzie szczaw i mirabelki? W zasadzie to autostopem byłoby taniej... I można spać pod mostem przykrytym posterem, prawda?

    (https://www.facebook.com/ZycieZOtwartymPrzewodem/posts/1356987017701198)


    Pozdrawiam,
    Michał Filipiak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uprzejmie proszę o zwrócenie uwagi na ważną informację zawartą we wpisie:

      "od bieżącego roku decyzją Wszechmocnych doktorantowi jako niepracownikowi nie przysługują diety pobytowe i przejazdowe w delegacji"

      Zdaje się, że wypowiadającym się anonimowo umknął ten wątek. Chodzi o to, że dysponent grantu nie może wydać zaplanowanych środków, bo uniemożliwia mu to macierzysta uczelnia.


      Z wyrazami szacunku,
      MF

      Usuń
    2. Czyli dobrze rozumiem, że macierzysta uczelnia bezinteresownie utrudnia doktorantowi życie? Po co wprowadzili ten zapis?

      Usuń
    3. Pewnie mieli dobre zamiary. W końcu doktorant nie jest pracownikiem. Jest studentem.

      Usuń
    4. P.S. umknął również uwadze na fakt, że ten doktorant jest rodzaju żeńskiego.

      MF

      Usuń
    5. no ale jeśli doktorant ma swój grant, to przecież i tak nikt tych pieniędzy za niego nie skonsumuje - więc to zapis wyłącznie szkodliwy, bez jakiejkolwiek korzyści dla kogokolwiek (poza zachodnimi uniwersytetami, do których część tych doktorantów wkurzona wyjedzie)

      Usuń
    6. Moim zdaniem jest to niezgodne z prawem. Chyba każdemu przysługuje delegacja, nie ważne czy jest to doktorant czy student czy pracownik ? Trzeba przeczytać odpowiednie uregulowania dotyczące prawa pracy. Ale mogę się mylić.
      Doktorant powinien umówić się z rektorem i przekonać go, że ten zapis jest bezsensowny, w końcu uczelnia dostaje z takiego grantu kilkadziesiąt tysięcy złotych.

      Usuń
    7. Doktorant, który wskazuje nieprawidłowości, ryzykuje reakcję podobną do tej w anonimowych komentarzach. Prawo pracy doktoranta nie obejmuje.

      Usuń
    8. Czy w takim wypadku przepisem nadrzędnym co do wydatkowania grantu nutę jest umowa trójstronna doktorant-uczelnia-ncn? Tam nie ma szczegółów nt różnych opłat?

      Usuń
    9. Aha. Tylko co zrobić, jeśli próba zwrócenia na to uwagi zostanie odebrana jako zachowanie roszczeniowe i skwitowana stwierdzeniem typu: "poprzewracało wam się w głowach od tych unijnych stypendiów"? Rzeczywiście wyjechać za granicę i tam aplikować o granty? Nie ma problemu. Naprawdę nie ma żadnego problemu. Tylko kto wtedy będzie pracował na publikacje afiliowane przez polskie jednostki? Dane same się nie zbiorą, manuskrypty same się nie napiszą. Czy kogokolwiek obchodzi to, że w ten sposób traci się najlepszych?

      Usuń
    10. może właśnie utrata najlepszych będzie sygnałem, że ten system trzeba przeorać? Najlepiej gdyby wyjechali wszyscy i uczelnie zostały zamknięte - wtedy na pewno coś by się zmieniło. Alternatywa jest taka, że najlepsi poświęcają swój talent pracując (w chwilach wolnych od tresury przez administrację) na profesorów, by ci mogli wykazać się sukcesami swoich uniwersytetów... To już zdecydowanie lepiej wyjechać.

      Usuń
    11. Po pierwsze nie przesadzajmy. Kraje zachodnie wcale tak wszystkich naukowców z polski nie biorą. Nie ma co ukrywać biorą najlepszych. A Ci najlepsi nie wyjeżdżają dlatego, że im tutaj źle, tylko dlatego że chcą być jeszcze lepsi. Ponadto jak się pobędzie za granicą, to widać, że my jesteśmy głównie do roboty. Na palcach jednej ręki można policzyć polskich, tzw. "faculty members". Nikomu z zagranicy nie zależy, żebyśmy stawali się lepsi. Mamy zrobić robotę i won ...
      Wystarczy sprawdzić ile osób z polski dostało granty indywidualne Marii Curie. Kilkanaście osób wewnętrzne i 3 (słownie: trzy) osoby granty poza Unię Europejską. Ok, możecie tyrać na nas, ale jak chcecie wyjechać, czegoś się nauczyć i wrócić do polski to już nie bardzo.
      Nie ma więc obawy że wszyscy wyjadą. Panie Michale dobrze Pan wie, że polskie uczelnie można by w 50% odchudzić z kadry, z tych 50%, 20% przenieść na etaty dydaktyczne z wyższym pensum, kolejne 20% na etaty dydaktyczno-naukowe, a 10% na naukowe i stan nauki polskiej nie tylko by się nie pogorszył, a myślę że polepszył, bo te 10% i tak ciągnie naukę polską. Oczywiście można by było jeszcze z 10% ściągnąć z zagranicy i wtedy na pewno polska nauka poszła by kilka oczek w górę.
      Mamy wspólne zdanie, kategorycznie trzeba "przewietrzyć" naukę polską z miernot, ale nie chcę Pana martwić do tego nigdy nie dojdzie, bo jeżeli popatrzy Pan, jacy ludzie pełnią funkcję rektorów czy dziekanów, nie ma co liczyć, że będą działali na swoją niekorzyść.

      Usuń
    12. szybka odpowiedź w kilku punktach:
      1. oczywiście, że kraje zachodnie nie biorą wszystkich, bo konkurencja jest tam duża. Na mojego postdoka było ok. 30 kandydatów, a niedawno znajomy ze SLU ogłaszający konkurs dostał 90 zgłoszeń. Więc nie dostają się wszyscy, ale nikogo chyba to nie dziwi.
      2. Nie wiem czy jesteśmy głównie do roboty, to dość nieprecyzyjne. Po prostu zachodni uniwersytet nas zatrudnia i płaci za pracę. Ja w żaden sposób nie doświadczyłem modelu "zrobić robotę i won" - przeciwnie, im dłużej pracuję w Szwecji tym lepiej ta współpraca się układa i dostaję kolejne oferty, namawiają mnie na składanie grantów itp. To raczej w PL doświadczam "zrobić i won".
      3. Co do potrzeb odchudzenia - pełna zgoda.
      4. że do tego nie dojdzie - myślę, że raczej nie dojdzie, ale należy wspierać inicjatywy dążące do tego.

      Usuń
    13. Jest jeszcze punkt 5: czy chcielibyśmy wyjechać, żeby "czegoś się nauczyć i wrócić" czy raczej, żeby już tam zostać. Innymi słowy: czy mamy do czego wracać. Zachodni uniwersytet nie tylko nas zatrudnia, ale również oferuje dobre warunki pracy (i nie chodzi o pieniądze).

      Co do najlepszych: tak też napisałem - tracimy najlepszych.

      Usuń
    14. dokładnie - wrócić i co dalej? Kopać się z koniem (administracją)? Nawet jeśli tutaj są jakieś pieniądze (na ogół znacznie mniejsze niż na zachodzie) to klimat pracy i cała ta hierarchia dziobania są nie do zniesienia. Na serio, po spędzeniu jakiegoś czasu na zachodzie w dobrych warunkach, konieczność tańcowania z tutejszą administracją i kłótnie o klucze, papier do drukarki czy tłumaczenie się ze wszystkiego i ciągła walka o byle gówno, są nie do zniesienia...

      Usuń
    15. Zgadzam sie z Gospodarzem: po 8 latach wrocilem na 6, i znowu wyjechalem (obu juz na dobre). Po zasmakowaniu, jak moze byc normalnie, nie chce sie kopac ze smutna pania z administracji, ktora krzyczy mi w sluchawke "GDZIE FAKTURA???", bo komus pomoglem nasiona z zagranicy zamowic. Szefowa w ostatniej chwili wstawia siebie jako pierwsza autorke "bo potrzebuje do profesury". A to i tak najdelikatniejsze przyklady.

      Usuń
    16. Ale tu naprawdę warto skontaktować się z NCN, są na ogół dość kontaktowi. Administracja uczelniana zwykle jest "nad-ostrożna" i już nie raz zdarzyło mi się, że dopiero wyraźny e-mail z NCN (od "opiekuna" wniosku, nawet nie z dyrekcji) sprawiał, że "się dało" coś zrobić. Wydaje mi się, że doktorant jest jakby zatrudniony (w grancie) przez NCN, a uczelnia jest tylko pośrednikiem (zresztą świetnie opłacanym, bo jest spory narzut 20% i oprócz tego ponad 100 tys. od każdego grantu rektor zobaczy w dotacji podstawowej)...

      Usuń
  3. Za mało zaplanował na konferencję, to chyba jego problem, że nie umie planować. W preludium można dostać 150 tys., 1/3 zabiera uczelnia, 1/3 można sobie wziąć na wynagrodzenia, zostaje 50 tys. na badania i podróże. Dwie międzynarodowe konferencje to ok 20 tys. zostaje 30 tys. na badania. Na preludium powinno wystarczyć, chyba, że człowiek przestrzelił w badaniach i zaplanował coś zbyt kosztownego.
    Ponadto w preludium jest napisane, że są to granty wspierające. Aplikantowi w badaniach powinien pomagać opiekun /również wsparcie finansowe na niektóre analizy/.
    Poprzewracało wam się w głowach od tych unijnych stypendiów. Kiedyś doktorant nie miał co liczyć na grant. Promotorski brał promotor i sam rządził. Nikt nie widział kasy z tego grantu. Ja dostałem z mojego promotorskiego (z 40 tys.) 2x3 tys. brutto i byłem szczęśliwy. Cieszcie się że jest coś takiego jak NCN, co Wam daje szansę, na robienie badań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. " Kiedyś doktorant nie miał co liczyć na grant. Promotorski brał promotor i sam rządził"

      Widać na beznadziejnej uczelni pracujesz lub pracowałeś. U nas wszystkie granty promotorskie były w 100% do dyspozycji doktoranta. Sam z takiego korzystałem i nie słyszałem żeby komukolwiek z moich kolegów mających takie granty cokolwiek promotorzy zabierali.

      Usuń
    2. "Poprzewracało wam się w głowie od tych unijnych stypediów". Wystarczy przeczytać jedynie to zdanie, choć reszta jest na podobnym poziomie, aby wszystko zrozumieć: słabą pozycję nauki polskiej w UE, "kto tu rządzi", dlaczego mamy politykę naukową zniechęcaącą do współpracy miedzynarodowej, dlaczego w rankingach najlepszy w Polsce UW zajmuje zaszczytne 252 miejsce w Europie itp., itd. No cóż, najważniejsze to być "szczęśliwym" i prezentować ego wielkie jak "stodoła rozwarta na oścież". No brawo! I jak tu konkurować w Europie mając taką kadrę, pewnie kierowniczą?

      Usuń
    3. To chyba jest kwestia promotora, a nie uczelni. Może też czasu, bo ja miałem ten grant gdzieś 15 lat temu.

      Usuń
    4. To musiało być bardzo dawno. Teraz (w Preludium), ale i w grantach promotorskich jeszcze parę lat przed NCN-em, to jest wręcz zapis o tym, że honorarium należy się tylko dla doktoranta, nic dla promotora. Może ten zapis był reakcją na wyżej opisane poczynania?

      Usuń
  4. Anonimowy4 kwietnia 2017 18:39 Nie czytasz ze zrozumieniem. Kto jak kto ale ja na pewno jestem przeciwny leśnym dziadkom, wspieram młodych i wkur.... mnie gdy nieroby zajmują miejsca młodym i zdolnym. Wspieram też moich młodszych współpracowników i doktorantów, żeby wyjeżdżali, składali jak najwięcej o różne stypendia i zarabiali jak najwięcej. Jak słyszę na radzie wydziału, że jakiś dziadek mówi "a ta sie nachapała, i jeszcze jej mało", to mnie szlag trafia. Jednak bądźmy sprawiedliwi. Ktoś popełnił błąd bądź to w planowaniu, bądź gdzieś indziej i teraz ma pretensję do instytucji, że mu mało dała.
    Denerwuje mnie to roszczeniowe podejście doktorantów, którzy uważają, że wszystko im się należy, i wszyscy im to powinni zapewnić. W wielu przypadkach mierni ludzie uważają, że coś do czego na całym świecie dochodzi się ciężką pracą im należy się ad hoc!
    Ciekawi mnie ile świetnych publikacji powstanie z tego grantu preludium, czy też będzie narzekał, że miał za mało pieniędzy ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 18:54. Po pierwsze, młody człowiek może popełnić w obliczeniach kosztów, NCN może zdajsię ciąć wydatki. Po drugie, niech Pan "przeciwny leśnym dziadkom" nie używa sformułowań świadczących o mentalności tkwiącej w mrocznej knieji lokalnego zaścianka naukowego.

      Usuń
    2. Po co ja z Panem rozmawiam. Niech sobie Pan mózg potnie. Tyle Pan wie o pracy NCN. Od czego jest opiekun ?

      Usuń
    3. Panowie (szczególnie Pan od mózgu), fajna dyskusja ale proszę o pozostanie w granicach dobrego smaku.

      Usuń
    4. Przepraszam Panie Michale, ale nieraz nerwy puszczają, gdy się słyszy takie brednie. NCN nie może zaproponować redukcji kosztów, panel może powiedzieć, że są za wysokie i kierownik powinien je obniżyć ale .... już w następnym konkursie, bo grant zostaje odrzucony. Więc jak ktoś zabiera głos i nie ma o tym pojęcia to mi się coś robi....
      A już szczególnie, jak ktoś mnie nie zna, i robi personalne wycieczki pod moim adresem.
      Niech ten wielki obrońca przedstawi argumenty, które obalą moje a nie "uderza w jakieś nonsensowne teksty typu mentalności tkwiącej ....
      Ja znam takich wielu "filozofów", zasadniczo prezentują oni bardzo słaby dorobek, brak doświadczenia /co można łatwo wyłapać po dyskusjach z tą osobą/ i które myślą, że powyjadały wszystkie rozumy bo są adiunktami na UNIWERSYTECIE!

      Usuń
    5. jasne rozumiem, ale emocje nie pomagają - lepiej punktować merytorycznie oponenta, wtedy łatwiej wykazać słuszność własnych poglądów, a inni korzystają czytając konkrety zamiast emocji :-)

      Usuń
  5. Trudno ocenić o co dokładnie chodzi. Natomiast sam dr Kulesza jest naukowcem praktycznie bez dorobku, co łatwo można sprawdzić w Scopusie (https://www.scopus.com/authid/detail.uri?authorId=36798320700). Zaledwie 1 (jeden) artykuł w czasopiśmie z listy A za 15 pkt, 9 lat temu i to jako jeden z trzech autorów (nawet nie korespondencyjny). Wniosek, że żadnej nauki K. Kulesza nie robi. Ostatnio stał się za to aktywny w mediach, gdzie mówi jak to polska nauka się źle rozwija. Teraz dodatkowo atakuje IBS PAN, bo pewnie instytut stwierdził, że nie ma sensu brania biznesowego ryzyka na siebie, jeżeli działalność nie przynosi żadnych naukowych korzyści. Osobiście uważam, że to jest bez sensu, bo instytuty PAN nie są od prowadzenia komercyjnego doradztwa, a a jak rozumiem tym się centrum Kuleszy zajmowało.

    Dla mnie jest zastanawiające po co Kuleszy IBS PAN, przecież może założyć normalną działalność consultingową i robić to samo prywatnie, nikt mu się w pieniądze wtryniał nie będzie. Problem prawdopodobnie z tym, że bez loga IBS PAN pies z kulawą nogą nie skorzysta z jego usług.

    Dr Kulesza potrafi robić dobry PR wokół siebie, natomiast jego działalność nijak nie wpływa na poziom nauki w Polsce. Dlatego może nie warto przywoływać jego osoby w kontekście innych problemów trawiących instytuty PAN (takie jak domniemane wysokie zarobki ich dyrektorów).

    PS

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajna scenka rodzajowa. "Ja znam takich wielu "filozofów"... już po rzekomym "uspokojeniu" emocji. Uprzejmy Pan nerwowy najpierw każe ciąć mózg, a potem pisze o grancie w kolejnym konkursie z obciętymi kosztami. Dziękuje Panu Redaktorowi za stonowanie tej "wymiany" i przepraszam za drwiny z mentalnosci mojego miłego oponenta.

    OdpowiedzUsuń
  7. Środowisko naukowe jest dość hermetyczne, co sprzyja wytworzeniu własnych wzorców subkulturowych z wiarą we własną wspaniałość i wysokie standardy na czele. Postawa dr. Kuleszy nie wpisuje się w tę piękną mitologię stąd nerwowa reakcja wyrwanych z błogostanu estetów pudrowanej rzeczywistości, którzy już nawet odebrali dr. Kuleszy prawo do posługiwania się mianem matematyka (vide Matematycy to osoby osiągające wyniki naukowe w dziedzinie matematyki, zwyczajowo udokumentowane publikacjami w międzynarodowych pismach). Towarzystwo wzajemnej adoracji uważa, że wmawiając sobie wybitność i szacowność oraz wymuszając podobne deklaracje na podwładnych, zaczarowało rzeczywistość. Tymczasem dla przeciętnego odbiorcy słowa dr. Kuleszy (abstrahując od tego czy są przesadzone, czy nie) nie są niczym nadzwyczajnym. Bo w Polsce akademicy, podobnie jak sędziowie, uważani są za lepszą kastę niemal wyłącznie we własnym gronie. Z tego powodu nie ma obaw, że publiczne wywlekanie patologii środowiska naukowego zaszkodzi jego wizerunkowi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pelna Zgoda . Problem polega na tym rowniez ,ze srodowisko to wytwarza wzroce subkulturowe podobne, jak juz tu przed rokiem pisalem, podobne do 'dziedowszcziny' w Armii Radzieckiej ( czyli "fali" w Ludowym Wojsku Polskim) , a nie subkulturę typową dla angielskich klubów hodowców koni.

      Usuń
  8. W temacie zarobków wysoko postawionych profesorów - nie jest łatwo rozstrzygnąć, czy ktoś dużo zarabia, bo dużo pracuje, czy raczej dużo kombinuje. W nauce jak w każdej innej dziedzinie są pracoholicy i są karierowicze. Nie podlega dyskusji, że udział "grubego" profesora w jakimkolwiek przedsięwzięciu bardzo zwiększa szanse na finansowanie. Nie jest też tajemnicą, że taki profesor nie robi tego za darmo. O ile mi wiadomo, tak to wygląda na całym Świecie, tylko w lepiej rozwiniętych krajach wymagania wobec ludzi zarabiających krocie są zdecydowanie bardziej wyśrubowane. Z drugiej strony - średni przedstawiciel polskiej nauki się nie przepracowuje, więc najefektywniejsi w pozyskiwaniu pieniędzy i (miejmy nadzieję) dorobku naukowego są przez wszystkich wytykani palcami i podejrzewani o nieczystą grę. O temacie równania w dół też było już dyskutowane wiele razy.

    W temacie dra Kuleszy, jak zauważył Anonimowy z 5 kwietnia 2017 10:18, orłem raczej nie jest, ale potrafi robić sporo zamieszania. Pewnie dobrze odnalazłby się w polityce.

    Widzę wyżej spory nauczycieli akadamickich z naukowcami i wymiany zdań typu: "po co nam średnie badania podstawowe w PAN" v.s. "po co nam mierna wyższa edukacja", okraszone jeszcze wzmiankami o "Demokracji, która powinna kontrolować wydawanie publicznych pieniędzy" i "wszyscy do przemysłu i biznesu, czyli po co komu badania podstawowe". Wszystkie te cztery stwierdzenia są błędne, ale każde pasuje innej grupie zainteresowania (oczywiście wyciągającej ręce do budżetowych dotacji). Całe szczęście, że ta Demokracja nie ma pojęcia na temat żadnej z tych dziedzin. Mimo wszystko nauczyciele stanowią zdecydowaną większość środowiska naukowego i mają kluczowy wpływ na decyzje polityczne (ministerstwa itd.), więc od zawsze czują się bezpieczniejsi. Jednak aktualnie państwo wprowadziło zamieszanie na wszystkich powyższych polach i patrząc po temacie "niższej" oświaty, nauczyciele akademiccy nie powinni być zbyt pewni siebie. Społeczeństwo ich nie ceni, więc dla polityki są grupą, jak każda inna... W tej chwili najbardziej prawdopodobny wydaje się zwrot w stronę wielkich państwowych wdrożeń, które z powodów politycznych będą dziurą bez dna, więc przewagę osiągnie teraz grupa "wdrażaczy", która już wcześniej przyzwyczaiła się do budżetów, jakich w badaniach podstawowych nikt nigdy nie zobaczy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że tak jest na całym świecie to żadem argument. Na całym świecie dochodzi do kradzieży i oszustów, ale to nie znaczy, że należy to tolerować. Jeśli ktoś jest dopisywany do projektu w charakterze słupa i bierze za to wynagrodzenie to w normalnie funkcjonującym środowisku były skazany na ostracyzm. W Polsce uchodzi zaś za zaradnego człowieka. Jeśli rzeczywiście jest zaradny, to niech założy firmę i pozyskuje pieniądze na wolnym rynku.

      Usuń
    2. nie do końca się zgodzę, że nie jest łatwo rozstrzygnąć: wystarczy wpisać nazwisko tego profesora w wyszukiwarce Scopus... Problem może być z dyrektorami, którzy mają dużo papierowej roboty, odciągającej od nauki.

      w temacie dra Kuleszy - wydaje mi się, że w tych wdrożeniach chodzi o skuteczność, współpracę z biznesem itp. czyli o oddzielenie nauki od praktyki, nie? Nie jestem przekonany czy brak dorobku jest tutaj poważnym zarzutem...

      Usuń