poniedziałek, 16 października 2017

Nowa ocena jednostek naukowych!

jak w temacie - na szybko wrzucam linka, wkrótce więcej:

http://www.nauka.gov.pl/komunikaty/wyniki-kompleksowej-oceny-jakosci-dzialalnosci-naukowej-lub-badawczo-rozwojowej-jednostek-naukowych-2017.html

Obywatele Nauki podają linka do pliku Excela:

A tutaj nasza kategoria biologiczna PANowska:

I Uniwersytety:

a tutaj (chyba) ostateczna interpretacja kategorii 1-4:

Dziwi mnie brak ostatecznego rankingu - wg czego w końcu nadawane są te kategorie?

Michał Żmihorski

sobota, 30 września 2017

Eksodus lekarzy z Europy wschodniej

Ciekawy tekst i jeszcze ciekawszy wykres z Politico:

na temat migracji lekarzy i pielęgniarek w obrębie UE. W przypadku naukowców innych dziedzin jest pewnie podobnie (pozdrowienia z Uppsali, gdzie pracuje wielu Polaków...). Wielu osobom podoba się pomysł, by całe szkolnictwo wyższe było "za darmo". Rozumiem obawy związane ze zmianą tego stanu rzeczy - szczególnie w Polsce każda zmiana ma duży potencjał bycia zmianą na gorsze. Ale pomyślcie proszę chwilę nad tym wykresem. Przecież jasno z niego wynika, że polski (ale też rumuński, grecki, węgierski, bułgarski, itd) podatnik funduje zachodnim krajom wykształcenie pracowników sektora ochrony zdrowia. Czy ktoś z narzekających na moje sugestie odnośnie pomysłów alternatywnych (bony edukacyjne, opłaty za studia, itd) potrafi wyjaśnić, dlaczego obywatelom RP opłaca się taki system? Ja uważam, że nam się nie opłaca. Szczególnie nie opłaca się ludziom niestudiującym, którzy nie mają dosłownie nic z tego, że zmuszono ich by zafundowali studia brytyjskiemu lekarzowi (Polakowi, który po studiach wyjechał do UK). Nie krytykuję też samych wyjeżdżających (przecież sam wyjechałem) tylko staram się spojrzeć na całość.

Nie podaję gotowego rozwiązania, nie twierdzę, że istnieje dobre i proste rozwiązanie, jedynie proszę o refleksję - ciągłe powtarzanie, że wszystko musi być za darmo, bo to jedyny słuszny model, ewidentnie wymaga przemyślenia:
Michał Żmihorski

niedziela, 24 września 2017

Kolejna recenzja Ustawy 2.0. - dyrektor MiIZ PAN

Moje impresje po Kongresie Nauki w Krakowie.
Przyznaję, że oparte głównie o pewne założenia, które dostaliśmy mailowo tuż przed zjazdem, które były zatytułowane jako robocze, ale o wielu z nich słyszałem podczas Kongresu, więc zakładam, że się znalazły w U.2.0, ale na razie do tych 175 stron nie zajrzałem.
Liczba stron U2 wynika z faktu, że są to de facto zebrane 3 stare ustawy – o szkolnictwie, finansowaniu nauki i stopniach i tytule naukowym. Do tego mają być jeszcze przepisy wykonawcze, ale nie tyle co kiedyś. Warto zajrzeć do obecnej treści U2.0 bo trwają konsultacje i jeszcze można zgłaszać poprawki.
Oczywiście wersja uchwalona może różnić się całkowicie od tego co było przedstawiane, bo to już będzie poza naszą (naukowców) kontrolą.

Ruchy raczej w dobrym kierunku: 
  • Nowa lista czasopism i jeszcze większa rozpiętość punktów za czasopisma (ma być nowa lista łącząca A i C), 
  • likwidacja znaczenia listy B (wszystkie czasopisma z listy B po tyle samo punktów, znacznie mniej niż z nowej listy), 
  • lista B nie wchodzi do postępowań awansowych, 
  • do doktoratu konieczna praca z nowej listy MNiSW, 
  • większe pieniądze dla doktorantów 
  • ocena (z udziałem recenzentów z zewnątrz) postępów doktoranta ale i pojawił się postulat oceny promotora w połowie studiów doktoranckich, 
  • dodatkowy recenzent przy doktoracie. 
  • anonimowi recenzenci przy habilitacji, habilitacja tylko w dobrych ośrodkach, możliwy powrót do kolokwium hab. Habilitacja nie jest koniecznością 
  • wejście naukowców w system ORCID, żeby m.in. uprościć sprawozdawczość.

Możliwe minusy ustawy (dotyczą głównie uczelni, więc to być może tylko moje odczucie): 
  • większa centralizacja uczelni, 
  • budżet jeden na całą uczelnię, dzielony wewnętrznie 
  • powołanie rady uczelni z uprawnieniami ingerującymi miejscami w działania rektora, 
  • większe punkty za monografie w liczących się wydawnictwach (ma być lista takich wydawnictw) 
  • oceny uniwersytetów jako całości 
  • Postulowane powstanie kategorii B+ 
  • Utrzymanie biurokracji – np. dalszy obowiązek sprawozdawczości w POLon. (bo mogą zamknąć kierunek studiów)

Inne zmiany, które nie wiem jak mogą działać, bo trzeba poznać szczegóły: 
  • nowe systemy klasyfikacji dziedzin i ocena właśnie wg tychże dziedzin

Tomasz Mazgajski

piątek, 22 września 2017

O reformie szkolnictwa wyższego

Rozwiązania nieco inne, niż w przedstawionej niedawno Ustawie 2.0, proponuje profesor Andrzej Jajszczyk. Przyznam szczerze, że bardzo pasuje mi zarówno diagnoza problemów, jak i proponowane rozwiązania, stawiane przez Autora. Całość tu:
 
Większości (wszystkich?) zabrakło niestety w Ustawie ministra Gowina. Tytułem komentarza, punkty które są mi szczególnie bliskie w propozycji prof Jajszczyka.

1. Kierunki studiów powinny być autorskimi propozycjami uczelni wynikającymi z potrzeb rynku (i przez niego weryfikowanymi), a nie realizacją wyobrażeń ministerstwa.
- jak najbardziej; nie wierzę, że centralnie można rozpoznawać potrzeby rynku itp.

2. Likwidacja habilitacji i profesury tytularnej. 
- wobec wciąż niskiego poziomu habilitacji zdecydowanie tak. Pseudo-majestat profesury prezydenckiej też moglibyśmy sobie w końcu odpuścić i skupić się na nauce.

3. Uczelnie jako atrakcyjne miejsce pracy i studiowania, nie tylko pod względem materialnym, ale też panującej w nich atmosfery. 
- pozornie detal, ale wystarczy wyjechać z Polski (w kierunku N lub W) by zrozumieć, jak to jest ważne i jak poprawia się komfort pracy. U nas w tej dziedzinie mentalność i zwyczaje jak z PRLu. 

4. Wymuszona migracja, czyli zakaz zatrudniania po doktoracie w tej samej jednostce. 
- należy przyznać uczciwie, że dobro nauki jako całości nie zawsze jest tożsame z dobrem (a szczególnie wygodą) poszczególnych naukowców. Wobec wciąż niskich zarobków taka wymuszona migracja może być problemem, i może rodzić konflikt interesów (=po co inwestować w doktoranta skoro zaraz po obronie zniknie), ale ogólnie zwiększenie ruchu w środowisku bardzo by nam się przydało. 

5. Zwiększenie finansowania nie rozwiązuje większości problemów.
- zdecydowanie; polska nauka może wchłonąć dowolną kwotę i ją przejeść, np inwestując w nowe budynki ze szkła i stali (o tym też jest fragment, bardzo trafny: Uniwersytetu w Cambridge nie byłoby stać na taki luksus, a szkołę łowiectwa i marketingu w Rzeszowskiem jak najbardziej...). Co nie znaczy, że finansowanie jest ok.

6. Bony zamiast "bezpłatnych" studiów. 
- bardzo odważna propozycja, z którą zgadzam się całkowicie (pisałem o tym przywołując wypowiedzi Miltona Friedmana). To jednak chyba najmniej realne do wdrożenia w naszym społeczeństwie domagającym się "darmowych" dóbr i usług. Z resztą samo środowisko naukowe byłoby tu głównym hamulcem. 

W każdym razie polecam ten tekst. Będę również wdzięczny za nawiązania do Ustawy 2.0 - czy widzimy jakieś pole wspólne i gdzie konkretnie (nie znam całej ustawy, ma 200 str)? Z czego wynika brak powyższych rozwiązań w ministerialnej propozycji?

Michał Żmihorski

wtorek, 19 września 2017

Ustawa 2.0

Ryc.1. Ustawa 2.0. Wizualizacja oczekiwań (lewy panel) i rzeczywistości (prawy panel)

Ustawa 2.0. Skrót najważniejszych rozwiązań tutaj:

Po wstępnym zapoznaniu się z głównymi założeniami mam następujące wrażenia (kolejność losowa):
1. Duża ingerencja w organizowanie życia uczelni. Ta ustawa reguluje niemal płeć gronostajów, których futerka tworzą kołnierz rektorskiej peleryny... Doświadczenie uczy że takie wymyślane przy biurku ministerialnym regulacje w realu się nie sprawdzają lub, jeśli faktycznie miałyby coś zmienić, są łatwo obchodzone. Ale tu liczę na komentarze, bo nie znam się za bardzo na organizacji uczelni.

2. Dużo rzeczy kompletnie lub częściowo niepotrzebnych, tylko utrudniających ludziom życie, które będą łatwo obchodzone. Np. wydłużenie studiów niestacjonarnych... Studia są różne, niektóre warto wydłużyć, inne pewnie skrócić, o tym powinna decydować uczelnia, a nie ustawa - taki odgórnie narzucony przepis prawie zawsze okazuje się bez sensu. Po prostu zrobią ostatni semestr pt "praca z własnym materiałem" i ludzie dostaną dyplomy pół roku później. Albo: "Studia niestacjonarne trwać mają dłużej niż studia stacjonarne". Wybitnie potrzebna regulacja, Polska na to czekała... I takich zapisów jest tam chyba sporo.

3. Habilitacja zostaje, choć nie będzie konieczna, i znika wymóg 8 lat. Czyli, na moje oko, kombinacja najgorszych rozwiązań spośród wszystkich możliwych. Utrzymujemy spadek po komunie w postaci kastowości, ale tym wyjątkowo leniwym zostawiamy furtkę przeciągania procedury w nieskończoność. Więc już nie będzie filtrowania "zdolnych inaczej" w wyniku niezrobienia habilitacji. Może się mylę (oby!), ale dla mnie tak brzmią te zapisy. 

4. Dobre jest odbieranie praw nadawania stopni tym słabszym uczelniom, ale tu poprzeczka może być postawiona zbyt nisko. Chociaż ustawienie poprzeczki na kat A dla uczelni techniczno-łowiecko-rolniczych to byłoby zabójstwo...

5. Dużo dość daleko posuniętych zmian - na przykład, zmieniają się dziedziny. Nie wiem jak to wpłynie na rozwiązania praktyczne, ale to może mieć duże konsekwencje. Pewnie nikt tego nie wie, dopiero się o tym przekonamy. 

6. Dużą władzę zyskują politycy - to jest ważny i negatywny efekt tej ustawy. Na przykład, podział środków na uczelnie akademickie i zawodowe będzie ustalany przez ministra. To daje ministerstwu ogromny wpływ na organizowanie szkolnictwa wyższego. Albo: jednostki z kat B+ nowe kierunki studiów będą mogły otworzyć po uzyskaniu zgody ministra. "minister nauki będzie mógł odmówić pozwolenia na utworzenie kierunku studiów, jeśli uzna, że kształcenie na danym kierunku nie odpowiada tamtejszym potrzebom społeczno-gospodarczym" - to już jest kompletnie ręczne sterowanie. Skąd minister ma wiedzieć jakie są potrzeby regionalne w zakresie edukacji? Absurd! 

7. "Znikną przepisy dotyczące minimum kadrowego." - nie mam zdania, nie znam się, ale "
Ma to ukrócić wieloetatowość oraz prowadzenie zajęć w ramach tzw. umów śmieciowych" brzmi głupio - pisałem o tym wielokrotnie, że wieloetatowość sama w sobie nie jest problemem, a jedynie objawem innych patologii. 

8. Przywrócenie egzaminów - ok, jestem zdania, że każda uczelnia powinna rekrutować jak chce, więc to dobry krok.

9. Rektor będzie decydował o podziale finansów, nie będą przyznawane poszczególnym wydziałom. Z jednej strony wyższa autonomia uczelni, ale z drugiej okazja do rozgrywek między wydziałami. Uważam, że to zły ruch - finanse powinny być rozdzielane maksymalnie szczegółowo, najlepiej na każdego zatrudnionego, by wydziały, instytutu, zakłady słabe możliwie szybko "powyzdychały" z braku środków. Niestety taki ruch (centralna kasa) to dla nich szansa na przeżycie mimo braku jakichkolwiek efektów pracy. 

10. Ocena co 4 lata przez KEJN. Czyli rzadko, ale za to wg całkowicie niejasnych kryteriów. Za to ten zapis "Przy ewaluacji osiągnięcie naukowe będzie można wykazać tylko raz - przy ocenie tylko jednej dyscypliny. I to za upoważnieniem autora tego osiągnięcia." jest dobry.

Podsumowując - nie widzę tu rewolucji, widzę natomiast potencjał na niezły bajzel i szansę dla kreatywnej uczelnianej administracji. Przewiduję taki scenariusz: w toku dalszych prac z tej Ustawy wylecą resztki zapisów, które mogłyby tym "pracowitym inaczej" zaburzyć spokojny sen, po czym przepisy te wejdą w życie. W kolejnych latach będziemy słyszeli o różnych sposobach w jaki teoretycznie słuszne zapisy są obchodzone i wypaczane. A jak już wszystko się w miarę ustabilizuje, to przyjdzie nowy minister i zrobi nową reformę, która - jak każda poprzednia - również będzie nazywała się "Reforma inna niż wszystkie".

Bardzo proszę o komentarze - będzie lepiej czy niekoniecznie? 

Michał Żmihorski

wtorek, 12 września 2017

Nie będzie oceny czasopism w 2017

Ministerstwo Nauki informuje:
"w roku 2017 nie będzie przeprowadzona ocena czasopism naukowych"

Cały komunikat:

Mój komentarz: istnieje ranking prowadzony przez ISI, ocenia on na bieżąco wszystkie czasopisma naukowe, nie tylko grupując je w kwartyle (Q1-4) ale też rangując wszystkie wg. różnych miar (IF2, IF5, itp), osobno w każdej dziedzinie. Jest to system uznawany na całym świecie, cała nauka z niego korzysta. Jest gotowy, za dostęp do niego płacimy grubą forsę, a w kategorii "science" (co innego w humanistyce) jest do wykorzystania od razu bez żadnych poprawek, już dziś po południu.

Ale Polska nie idzie na łatwiznę, o nie! Ma ambicje poprawy tego systemu i tworzenia lepszego, własnego, polskiego! Więc urzędnicy ministerstwa w pocie czoła przeliczają impakty ISI w obrębie dziedzin na nasze polskie punkty (spłaszczając przy okazji rozkład: ze zmienności 0,2-45 mamy ostatecznie zmienność 15-50), zajmuje to zawsze miesiące, na ministerialnych listach jest potem masa błędów, polskie redakcje piszą sprostowania, a efekt końcowy i tak nie jest doskonały (np. niektórych czasopism nadal tam nie ma, więc chyba nie przysługują za nie żadne punkty...) i krótko po publikacji staje się nieaktualny. Cały ten proces zwabia również wielu rodzimych "magików" od punktacji, którzy próbują trochę przy tym pogmerać, jakoś na to przeliczanie wpłynąć, wdrożyć swoje genialne pomysły, by ostateczna punktacja była jeszcze "lepsza" i bardziej "sprawiedliwa" (a być może też nieco korzystniejsza dla nich i ich jednostek?).

Niestety, wygląda na to, że pod naporem ogromnej, ciężkiej i nikomu niepotrzebnej roboty Ministerstwo w tym roku nie da rady ulepszyć ISI, więc jesteśmy skazani na starszą wersję punktacji. 

Michał Żmihorski

niedziela, 10 września 2017

O Białowieży i ekologii

Wybitnie złe decyzje ministra Szyszko dotyczące Puszczy Białowieskiej i kilka podobnych (np. polowania na dziki w parkach narodowych) rodzą duże konflikty, ściągające zainteresowanie znacznej części społeczeństwa ("jedynka" Polsatu albo TVN to już duża rzecz, rozpoznawalni dziennikarze interesują się Białowieżą, itp.). Sytuacja w Białowieży jest bardzo zła, bo przyroda jest dewastowana w bezmyślny sposób. Ale, paradoksalnie, jest to pewnego rodzaju szansa dla nas, ekologów-naukowców, bo interesują się nami media, jesteśmy proszeni o opiniowanie tego co się dzieje, krytyczną ocenę tej czy innej decyzji. Mamy zatem okazję by - bardziej niż kiedykolwiek wcześniej - łamać stereotypy i błędne wyobrażenie o ekologii (nauce), mamy okazję pozyskać choć trochę zaufanie społeczeństwa, wykazując swoje kompetencje merytoryczne. 

Nie chodzi o to, by mówić to, co ludzie chcą usłyszeć, lecz by budować wiarygodność i uświadamiać społeczeństwu, że świat jest nieco bardziej skomplikowany, niż ten z narracji leśno-myśliwskiej, w której mądry gajowy tępi szkodniki. Spróbujmy więc teraz, kiedy jesteśmy na tapecie i mamy spory dostęp do mediów, pokazać ekologię jako dziedzinę nauki pomocną w zarządzaniu środowiskiem, szczególnie w sytuacji kryzysowej. Pokażmy, że ekolodzy nie są wariatami oderwanymi od rzeczywistości, lecz naukowcami dostarczającymi wiedzę, uwzględniają kwestie ekonomiczne i potrzeby lokalnej społeczności. Spróbujmy przekonać choć część, że ekologia ma duży potencjał poprawienia jakości naszego życia przy zachowaniu zasobów przyrodniczych. Więc namawiam: udzielajcie się, nie pozostawajcie bierni, bo ten spór nie jest tylko sporem o kornika (na którym niewiele osób się zna), lecz sporem o rolę nauki. Nawet jeśli nie znacie się na biologii lasu, to z pewnością wiecie dużo o wnioskowaniu naukowym, brzytwie Ockhama, i możecie przekonywać innych, że nauka powinna decydować, nie rolnik szukający żony.

Ale tu od razu druga, nieco niecenzuralna, część apelu: nie schrzańmy tego politykowaniem! Widzę sprawy tak: naszym - ekologów - obowiązkiem jest aktywne uczestniczenie w sprawach środowiskowych i zabieranie głosu, ale przy zachowaniu apolityczności. Nie możemy sobie pozwolić na komfort kierowania się emocjami. Każdy ma jakieś sympatie i antypatie polityczno-ideologiczne, ale mieszanie ich do spraw naukowych sprawia, że tracimy wiarygodność. Nikomu nie bronię zaangażowania politycznego; apeluję jedynie by rozdzielić role: naukowca i prywatnej osoby, która ma święte prawo promować określoną ideologię. Czy nie tego samego (=apolityczności) oczekujemy od lekarzy, policjantów, sędziów czy prawników? Mówienie prawdy (np. w sporze białowieskim), niezależnie od polityki, to jedyna droga na wyjście z "epoki post-prawdy" i odbudowanie roli nauki w życiu społeczeństwa. Więc nie łączmy w przestrzeni publicznej ideologiczno-politycznych argumentów z naukowymi, bo to połączenie jest dla nas zabójcze (sam się staram, wiem z doświadczenia, że to trudne). Musimy odbudować naszą wiarygodność i wzmacniać naszą pozycję, bo czeka nas - wszystko na to wskazuje - wiele ważnych konfliktów już niedługo (np. kaskadyzacja rzek). Mamy szansę, więc spróbujmy rozegrać to rozsądnie. 

Jutro posiedzenie Trybunału Sprawiedliwości, więc sprawa znowu wypłynie!
Michał Żmihorski

wtorek, 5 września 2017

Doktorant poszukiwany!



Nazwa jednostki: Instytut Zoologii, Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu
Wymagania:


- doświadczenie w zbieraniu pomiarów biometrycznych ptaków*
- doświadczenie w technikach znakowania i indywidualnego rozpoznawania ptaków*
- udokumentowany publikacjami naukowymi udział w projektach badawczych*
- prawo jazdy kategorii B*
- pełna dyspozycyjność w okresie od 1 kwietnia do 31 lipca*
- brak przeciwwskazań zdrowotnych do pracy na wysokościach (powyżej 10 m) i pracy w trudnych warunkach pogodowych (osoba zatrudniona będzie skierowana na badania lekarskie)*
- płynne posługiwanie się językiem angielskim w mowie i piśmie*
- podstawowe umiejętności w technikach laboratoryjnych np. izolacja genomowego DNA, reakcje immunologiczne,
- co najmniej podstawowa znajomość metod GIS,
- co najmniej podstawowa znajomość metod statystycznych i środowiska R
Opis zadań:
- praca terenowa: wykrywanie i indywidualne rozpoznawanie dorosłych osobników bociana białego, zebranie danych o biologii rozrodu (wielkość zniesień, sukces klucia), pomiary biometryczne, tempo wzrostu piskląt, pobieranie próbek kwi w celu oznaczania płci, szacowania poziomu kortykosteronu oraz sprawności immunologicznej, znakowanie piskląt i dorosłych obrączkami alfanumerycznymi i nadajnikami GPS-GSM
- praca laboratoryjna: analiza danych biometrycznych i biologii lęgowej, przeprowadzenie prostych analiz immunologicznych, analiza danych o wędrówkach ptaków z nadajnikami (po warsztatach ekologii wędrówki CanMove w Lund)

Termin składania ofert: 17 września 2017, 14:00
Forma składania ofert: email
Warunki zatrudnienia:
Okres zatrudnienia:
Od 1.10.2017 do 30.06.2020
wynagrodzenie 2500 zł brutto (najprawdopodobniej umowa o dzieło)



więcej szczegółów:
http://ncn.gov.pl/baza-ofert/?akcja=wyswietl&id=176236

Dyskusja o Puszczy w PAN

Na stronie PAN ukazało się sprawozdanie z dyskusji na temat Puszczy Białowieskiej, która to dyskusja, z inicjatywy prof Konarzewskiego, odbyła się w PAN w lipcu:


tutaj screen prezentujący uczestników:

i część dotycząca chyba najbardziej destrukcyjnej przyrodniczo działalności w PB, czyli usuwania martwych drzew:

Mój komentarz:
dobrze, że takie dyskusje się odbywają, choć myślę, że ich przełożenie na real jest zerowe (tzn. niezależnie od ustaleń, minister i tak wie najlepiej i robi swoje). Ale rolą nauki jest prowadzenie takiej właśnie dyskusji, niezależnie od późniejszego zastosowania w praktyce - więc duże podziękowania dla organizatorów i uczestników!
Nadal jednak widzę tu argumenty przynajmniej częściowo ideologiczne: potencjalne rozpowszechnienie grzybów jako zagrożenie dla drzew, ponieważ "niektóre mogą być patogenami". No cóż, tak jest świat stworzony, że część tych wstrętnych grzybów jest patogenami... Pożar również wydaje się być zagrożeniem dość wyimaginowanym - w rezerwacie ścisłym, gdzie drzew martwych się nie usuwa, jakieś pożary wystąpiły? Pożary w lasach są najczęściej powodowane przez człowieka, pośrednio i bezpośrednio: poprzez melioracje leśne prowadzone w celu ułatwienia prowadzenia gospodarki leśnej, i poprzez zaprószenie ognia w konkretnym miejscu. Tak właśnie było w Szwecji, a martwego drewna nie było tam prawie wcale. Więc jeśli jest zagrożenie pożarem (w co wątpię), to w pierwszej kolejności powinni z lasu być usunięci drwale, a nie świerki.

Michał Żmihorski


niedziela, 13 sierpnia 2017

Dyskusja z producentem desek sedesowych

Angażowałem się w ciągu ostatnich tygodni w ochronę Puszczy Białowieskiej. Mam za sobą sporo dyskusji i prób wyjaśniania problemu (głównie twitter, trochę facebook, portale informacyjne, gdzie można komentować doniesienia prasowe). Robię to, bo myślę (bardziej niż kiedyś), że rolą nauki jest też docieranie do społeczeństwa w sytuacjach kryzysowych i pokazywanie, że istnieją rozwiązania oparte na wiedzy, że chcąc rozwiązać problem powinniśmy być racjonalni i działać bez emocji. Myślę, że za to mi płaci polski podatnik i naukowcy powinni to robić, szczególnie ci z działki 'applied ecology', do której siebie zaliczam.

Mam w związku z tym pesymistyczne refleksje na temat przyszłej roli nauki w zarządzaniu środowiskiem i rozwoju społeczeństwa w ogóle. Nie chodzi wcale o niewiedzę ludzi i słabe wykształcenie. Przeciwnie! Chodzi o iluzję wiedzy, która dodaje skrzydeł ludziom niemającym zielonego pojęcia o sprawie. Liczyłem na to, że wytłumaczę innym, to co sam wiem, tymczasem - poza nielicznymi wyjątkami - to ja jestem instruowany i pouczany. Tytuł tego posta nie jest wymyślony - naprawdę usiłowałem przekonać faceta produkującego deski sedesowe (z całym szacunkiem, ale słabe kompetencje), że nie jest tak, jak mu się wydaje. Bezskutecznie! Tak samo z narodowcami z Hajnówki, albo egzaltowanymi emerytkami z pro-rządowych bojówek: zero wątpliwości wobec własnych poglądów, ci ludzie są całkowicie impregnowani na jakiekolwiek argumenty. Razi nieprawdopodobna wręcz lekkość z jaką ludzie zupełnie bez cienia kompetencji wypluwają z siebie zdania w trybie oznajmującym: co jest zagrożeniem dla Puszczy, skąd się wzięło, co nastąpi za 100 lat i co robić dalej. Mówiąc wprost: triumfuje buta i pewność siebie (a w sferze formy: w najlepszym razie prostactwo), a nauka, argument, logika są kompletnie lekceważone i wyśmiewane - jeśli przeczą wyobrażeniom prostaka, tym gorzej dla nich: prostak stratuje je kopytami, według najgorszych sowieckich wzorców. 

Jeszcze bardziej przeraża fakt, że przykład idzie tu od samego ministra (choćby konferencja toruńska, albo deklaracje ministerstwa, omawiane w poprzednim poście). Podsekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska, p. Mazurek, retweetuje (= podaje dalej, udostępniając na swoim profilu) wypowiedź jakiegoś gamonia z telewizyjnego show o wiele mówiącym tytule "Rolnik szuka żony" na temat Puszczy, a kanał informacyjny Telewizji Polskiej transmituje jego przemyślenia na cały kraj w czasie najwyższej ogląądalności!
Zgodzę się, że nie są to refleksje odkrywcze; nie od dziś wiemy, że Polak zna się na wszystkim. Ważne wydaje mi się jednak pytanie o źródło tego zjawiska i szerszy kontekst, dobrze widoczny przy tej okazji. Tutaj zapuszczam się na niebezpieczne wody i nie do końca temat przemyślałem, więc proszę o wyrozumiałość. Otóż wydaje mi się, że w powyższych przykładach doświadczamy drugiej strony medalu o nazwie "demokratyzacja" i zastępowanie naturalnego ładu (=profesor JEST mądrzejszy niż "rolnik") ideą ultra-równości (w tym również równości kompetencji). Przez demokratyzację rozumiem nie tylko procesy ostatnich 27 lat, lecz również (może przede wszystkim?) wcześniejsze 50 lat wmawiania "robotnikowi", że jest przewodnią siłą narodu i powinien znaleźć w sobie śmiałość by kształtować świat według swojego gustu i wiedzy. Mamy więc dziś rolnika, który w przerwie od swoich codziennych zajęć, znalazł łaskawie chwilę by pouczyć profesorów biologii. Ten triumf prostoty nad jajogłowymi obejrzało w telewizji kilka milionów kolejnych "rolników", utwierdzając się w przekonaniu, że równość to jest jednak dobra rzecz: pozwala ściągnąć okularnika z katedry (dotychczas było zbyt wysoko) i wytarzać go w kukurydzy. 

Moim zdaniem idea ultra-demokracji (nie czepiajcie się proszę określeń, nie wiem jak to nazywać) jest bardzo groźna dla nauki i my-naukowcy powinniśmy walczyć z takim modelem rozwoju społeczeństwa. W żadnym razie nie chodzi mi o izolowanie ludzi mniej wykształconych, czy narzucanie jakiejś sformalizowanej hierarchii/struktury, ale musimy zacząć aktywnie egzekwować swoją pozycję w kształtowaniu szeroko rozumianej polityki państwa. Nie znajduję w tym ani grama satysfakcji, ale coraz częściej dostrzegam potrzebę pokazania tym ludziom, że jednak trochę wyszli przed szereg zabierając głos w tej czy innej sprawie. Innymi słowy: że ta demokracja, to w dużej mierze jedynie konwencjonalna uprzejmość, ale tak naprawdę nadal żyjemy w świecie, w którym to profesor mówi, a robotnik leśny słucha. Nie odwrotnie. 

Michał Żmihorski

piątek, 21 lipca 2017

O strategii w obronie Puszczy

Jakie są potencjalne możliwości ograniczenia obecnych szkodliwych działań w Puszczy Białowieskiej - pomyślmy na chłodno i bez emocji, co może się wydarzyć (nawiasem mówiąc, to jest moje marzenie, żebyśmy w ochronie przyrody wreszcie zaczęli działać rozsądnie, a nie emocjonalnie). Widzę trzy scenariusze:

1. Min. Szyszko zmienia strategię działań w Puszczy (np. pod wpływem argumentów).
2. Premier Szydło zmienia ministra Szyszko (pod wpływem rosnącej dezaprobaty społecznej dla działania resortu postanawia uspokoić emocje i iść na kompromis).
3. Wyborcy zmieniają rząd premier Szydło, kolejny rząd jest bardziej otwarty na głos nauki i potrzeby ochrony przyrody.

Wszystkie scenariusze poprawiają sytuację w Puszczy, ale który z nich wydaje Wam się najbardziej prawdopodobny? Moje typy:

#1 jest chyba nierealny, z uwagi na osobiste i emocjonalne zaangażowanie ministra w spór - tyle razy zapewniał, że postępuje słusznie i kładł na szalę swój autorytet i poparcie wyborców, że nie może się wycofać, nawet gdyby chciał. Co gorsze, minister chyba naprawdę wierzy, że konieczne i właściwe jest wycinanie drzew.

#2 jest względnie najbardziej prawdopodobny. Minister Szyszko był wymieniany w prawicowych mediach, które śledzę, jako osoba potencjalnie do dymisji podczas letniej rekonstrukcji rządu. Ma relatywnie niskie poparcie społeczne, również wśród zwolenników rządu, z uwagi na liczne wpadki, takie jak "córka leśnika", "lex Szyszko" (konflikt z władzami partii), polowanie na bażanty, stodoła i inne.

#3 trudno mi oszacować p-ństwo upadku rządu w ogóle, natomiast upadek rządu pod wpływem argumentów przyrodniczych wydaje się być zupełnie nieprawdopodobny. Z resztą partia rządząca ma niemalejące poparcie społeczne, więc #3 nie zmienia sytuacji politycznej.

Uważam zatem, że najbardziej "rozwojowy" jest #2.

Pomyślmy zatem, co zwiększa prawdopodobieństwo realizacji scenariusza #2? Konflikt i rozbieżność interesów na linii rząd-minister (która, moim zdaniem, faktycznie istnieje: minister szkodzi wizerunkowi rządu). Należy zatem tę rozbieżność sygnalizować i uświadamiać ją, ale nie ministrowi (bo on jest raczej niereformowalny), lecz jego zwierzchnikom: że strategia w PB jest błędna i szkodliwa również dla rządu. Kluczowe jest przekonanie rządu, że trzymanie ministra realizującego taką strategię jest błędem.

Co natomiast zmniejsza prawdopodobieństwo realizacji scenariusza #2? Uderzanie przez przyrodników w rząd jako całość, bo uderzanie w całą grupę powoduje jej konsolidację i zaciera potencjalne pęknięcia w niej. Reakcją na oskarżenie w stylu "wszyscy jesteście do odstrzału" z pewnością nie będzie inicjowanie konfliktów w obrębie tej grupy, lecz jednoczenie się tej grupy przeciwko wspólnemu wrogowi. Z punktu widzenia ministra Szyszko, który chce realizować swoją politykę w Puszczy, najkorzystniej jest gdy jego wrogowie stają się wrogami całego rządu - wtedy jego pozycja jest umacniana (=walczę z naszym wspólnym wrogiem, pomóżcie) i zyskuje zaufanie. Równocześnie, merytoryczna i słuszna w mojej ocenie krytyka jego działań w PB, zostaje upolityczniona, traci swą moc argumentu naukowego (=oni zawsze nas krytykowali).

Dlatego angażowanie się organizacji przyrodniczych, albo samych przyrodników, w rozgrywki polityczne (niezależnie czy są słuszne, czy nie) pod sztandarami ochrony przyrody, sprzyja ministrowi Szyszko - to jest właśnie to, czego minister potrzebuje, by odbudować swoją słabą pozycję. Nie potępiam angażowania się w szeroko rozumianą politykę, ale nie pod szyldem organizacji przyrodniczych, bo to szkodzi sprawie.

Będę wdzięczny za wskazanie błędu logicznego w powyższym rozumowaniu,

Michał Żmihorski

czwartek, 20 lipca 2017

10 PhD positions in Biology/Ecology at the Jagiellonian University


Faculty of Biology and Earth Sciences of the Jagiellonian University in Kraków, Poland invites applications for a new PhD Programme in Biology

The degree programme is carried out in English, within a full-time, four-year system. The Programme of studies covers courses representing various areas of biological sciences, includes training in modern methodology and mastering skills useful in a professional academic and non-academic career.

PhD students are recruited to the specific research topics offered by potential doctoral advisors. The list of topics is available on the Programme webpage: http://www.binoz.uj.edu.pl/studia/phd_biology/recruitment
Doctoral dissertations leading to a scientific Doctoral title in the discipline of Biology or Ecology are prepared under the supervision of the Faculty members, who may provide expertise in anthropology, ecosystem studies, biochemistry, biology of reproduction, biodiversity, evolutionary ecology, ecotoxicology, endocrinology, genetics, immunology, microbiology, mycology, neurobiology, oncology, taxonomy and management of natural resources. More detailed information is available on the webpages of the three Institutes:

Each student of the 2017/2018 cohort will be granted financial resources for 1-2 foreign internships and a conference, and will receive a net-scholarship 2000 PLN monthly for 4 years of study. Each year, the best 50% of students will be offered an additional 1500 PLN monthly doctoral scholarships. There are also possibilities of receiving additional scholarships offered within the research grants of the scientific advisors.

Candidates eligible to apply for the Programme are the holders of a higher education diploma (Master degree or its equivalent)* in the field of natural sciences. Candidate registration takes place from 16 August 2017 to 6 September 2017, entrance interviews will be carried out on 18 September 2017. 

*or be grantees of the “Diamentowy Grant” 

wtorek, 11 lipca 2017

Lelek kozoduj, czyli ortografia wg Ministerstwa Środowiska

Update (19.07.2017)
część osób uważała, że to czepianie się szczegółów, ale trzecia pomyłka nie może być przypadkowa i, jak dla mnie, jednak ma znaczenie. Wychodzi na to, że oni na serio nie potrafią zwyczajnie pisać w tym ministerstwie... Jest trzecia wersja deklaracji i nadal jest masa błędów - przecież dziecko widzi, że ten tekst nie może iść oficjalnie do druku. A jednak poszedł.






Edycja (14.07.2017):
Tutaj przygotowana przez Fundację Greenmind korekta pierwszej wersji tekstu Ministerstwa Środowiska:
Ponieważ w Ministerstwie pracują światowej klasy fachowcy, znający się jak mało kto na ochronie przyrody Puszczy Białowieskiej i zagrożonych gatunkach, dokonali imponującej poprawy swojego tekstu likwidując zdecydowaną większość błędów językowych w ciągu zaledwie 48 godzin. W efekcie tej intensywnej pracy całego ministerialnego kolektywu zaprezentowano drugą, znacznie lepszą wersję pisma, która zawiera jedynie dwa błędy językowe (korekta autorstwa Fundacji Greenmind):



Nie wiem jak czytelnicy, ale ja jestem spokojny o losy Puszczy - wiem, że pozostaje w dobrych rękach...



By walczyć z ciemnotą i szkodnictwem "ekologów" Ministerstwo Środowiska opublikowało rozpaczliwy komunikat podsumowujący historię tworzenia Puszczy Białowieskiej przez lokalną ludność. Treść tego pisma jest nielogiczna i fałszywa, a główny przekaz mija się z prawdą średnio dwa razy w każdym zdaniu i polega, w skrócie, na przedstawianiu Puszczy jako dzieła rąk (siekier?) polskich leśników i myśliwych.

Mnie jednak zastanawia i autentycznie przeraża inna strona tego pisma. Mianowicie liczne błędy stylistyczne, gramatyczne i ortograficzne w tym piśmie się pojawiające (i nawet typograficzne)! Zastanówcie się proszę nad następującym faktem: ludzie którzy wskazują, że do bogactwa Puszczy należy "lelek kozoduj", podejmują decyzje odnośnie losu tego unikatowego ekosystemu. Piszą też o "zgłębku bruzdkowanym", lerkę przedstawiają jako "Lullula arboreta", a trójpalczastego jako "P. tradactylus" jako o gatunkach, o które się troszczą i które chcą chronić. Nie są to nieistotne szczegóły, ponieważ jest to oficjalne stanowisko Ministerstwa Środowiska - jak mamy, do cholery, dość do porozumienia z ludźmi, ktuży nie potrafio pisać???


a gdyby zniknęło z serwerów M.Ś. to tu jest wersja, do której odnosi się mój komentarz:
https://drive.google.com/open?id=0B6-oaYd8Um6KQUxBX001TVByaGc

Michał Żmihorski

wtorek, 4 lipca 2017

List do Ministra Gowina

Kolejna interwencja w sprawie Puszczy - tym razem w grupie pięćdziesięciu stypendystów MNiSW napisaliśmy list do Ministra Nauki Jarosława Gowina. 

Mnie bardzo poruszyła ta wypowiedź Ministra, w której przyznaje rację działaniom Lasów Państwowych w Puszczy Białowieskiej. Być może niewiele zdziałamy, ale nie powinniśmy być bierni - jeśli chcemy by ekologia miała przełożenie na praktykę, to chyba trudno o lepsza okazję by się o to upomnieć? Jeśli nie będziemy się upominać, to możemy sobie publikować ciekawe prace w dobrych czasopismach, a zasobami naturalnymi będzie nadal zarządzał wąsaty myśliwy/leśnik/meliorant...

Oto tekst naszego listu:

Michał Żmihorski

czwartek, 29 czerwca 2017

Argumenty o ochronie Puszczy Białowieskiej


W odpowiedzi na zalew Internetu przez masę leśnej propagandy, jakoby piłą i traktorem musimy ratować puszczańską przyrodę przed nią samą, przygotowaliśmy z Rafałem Kowalczykiem i Piotrkiem Tryjanowskim komentarz do 30 najczęściej pojawiających się zarzutów i pytań. Adresatem komentarza jest przede wszystkim zwykły obywatel, niezbyt zorientowany przyrodniczo, zatem piszemy prostym językiem i możliwie krótko. Tam gdzie było to możliwe wrzuciliśmy też linki do zewnętrznych źródeł multimedialnych lub naukowych. Ponieważ wśród autorów jest dwóch dyrektorów instytutów, nikt - mam nadzieję - nie nazwie nas eko-oszołomami.

Zapraszam do lektury, ale przede wszystkim do używania niniejszej listy argumentów w potyczkach ze zwolennikami cięć i w wyjaśnianiu nieprzekonanym jak powinniśmy chronić Puszczę Białowieską. Oto plik:

http://bit.ly/NaukowcyPuszcza

P.S. ponieważ w ulotce link do jednego z artykułów przekierowuje do jego wersji anglojęzycznej, warto dodać, że jest też polskojęzyczna wersja:
https://www.researchgate.net/publication/303792659_Dlaczego_martwe_swierki_sa_potrzebne_w_Puszczy_Bialowieskiej

Michał Żmihorski


sobota, 17 czerwca 2017

Kornik w Puszczy Białowieskiej

fot. MŻ, P.Białowieska

Temat Białowieży niestety rzadko się tutaj pojawia, ale tym razem zależy mi na nagłośnieniu jednego tekstu - tak się składa, że mojego ;-). Przeprowadziłem wywiad z Martinem Schroederem, profesorem entomologii leśnej pracującym w Department of Ecology SLU w Uppsali (przypomnę: SLU jest obecnie nr 1 na świecie w kategorii "forestry"). Martin zajmuje się od kilkudziesięciu lat przede wszystkim ekologią kornika drukarza (jego profil na Research Gate). Zatem trudno znaleźć kogoś w Europie, kto wie więcej w tym temacie. 

Mam nadzieję, że ten tekst może być użyteczny w argumentacji z osobami kwestionującymi kompetencje merytoryczne wszystkich tych, którzy wątpią w konieczność cięć w Puszczy Białowieskiej - jeśli Martin nie ma takich kompetencji, to kto je ma?

Najważniejszy w kontekście Puszczy Białowieskiej wydaje mi się wniosek płynący ze słów prof. Schroedera, że wiele działań leśników de facto sprzyja rozwojowi gradacji kornika (np. wycinanie tzw. posuszu jałowego, w którym kornika już nie ma, są natomiast jego naturalni wrogowie), że skuteczność cięć jest bardzo wątpliwa, oraz że niepodejmowanie działań jest sensowną alternatywą, jeśli las ma chronić bioróżnorodność, a nie produkować deski. 

Wywiad ukazał się jako temat dnia na serwisie PAP. Przygotowanie tego tekstu kosztowało nas - mnie, ale przede wszystkim mojego rozmówcę, któremu wielokrotnie zawracałem głowę - sporo czasu, więc jeśli znacie kogoś, kto mógłby go pożytecznie wykorzystać, będę wdzięczny za jego rozprowadzanie. Oto on:



Michał Żmihorski

wtorek, 13 czerwca 2017

Inflacja ekologii

Rozumiem, że gdy jesteśmy profesorem mającym setki prac na ISI i piętnaście nowych cytowań dziennie, to drzwi każdej redakcji stoją przed nami otworem (no dobra, może nie każdej, ale na pewno wszędzie jest dużo, dużo łatwiej, a te średnie czasopisma biorą od nas wszystko "z marszu"). Zakładam, że w takiej sytuacji trudno jest się powstrzymać, dlatego powstają takie genialne prace jak poniższa... Wiem, że krytykuję teraz świetnego profesora, któremu do pięt nie dorastam, ale tym się różni nauka od religii, że dowolny gamoń może kwestionować wszystko to, co stworzyli geniusze. Co niniejszym czynię!

Prof Lindenmayer opublikował niedawno pracę pt. "Conserving large old trees as small natural features" w Biological Conservation. Nie jest to - co bardzo ważne w tym kontekście - praca empiryczna, lecz podsumowanie swoich przemyśleń, chociaż ma kategorię "Original Research Article":

 
Fragmenty najważniejszych odkryć autora prezentowanych na dziewięciu stronach tego artykułu:
Large old trees are small natural features
Large old trees play many key ecological roles ... e.g. provision of wildlife habitat
Conservation demands protection
The protection ... of large old trees will often require ... conservation strategies. Such strategies can include bans on cutting trees

No po prostu genialne, przełomowe wyniki i nieoczekiwane wnioski - nikomu nawet do głowy nie przyszło, że stare drzewa są środowiskiem dla łajdlajfu, nie mówiąc już o tym, że ich ochrona może polegać na ich niewycinaniu...

Sorry za ironię, nie chodzi tu o ten konkretny artykuł i konkretnego człowieka, który przecież napisał wiele świetnych rzeczy - chodzi raczej o szerszy problem, jakim jest inflacja ekologii napędzana przez tego typu prace. Powyższa publikacja niestety nie jest wyjątkiem. Sam recenzowałem ostatnio inną, współautorstwa człowieka o indeksie h>100 (GoogleScholar), która była metodycznie całkowicie schrzaniona (idę o zakład, że ten człowiek jej nawet nie czytał, ale to inny problem).

Pomyślcie, jak praktycy (np. leśnicy) mają czuć respekt przed nauką i traktować ją serio, skoro w jednym z najlepszych czasopism z dziedziny ochrony przyrody ukazuje się tekst na poziomie skryptu dla kandydatów do technikum leśnego?

Główna lekcja z tej lektury, to: nie bójmy się patrzeć krytycznie na tych najlepszych, i powątpiewać w to, co napisane w najlepszych czasopismach, bo oni też mają gorsze dni i publikują czasami banalne gnioty. Ten przykład pokazuje również, że wysoki Impact Factor czasopisma nie zwalnia nas od krytycznego samodzielnego myślenia, a najlepsi nie powinni mieć żadnej taryfy ulgowej w procesie recenzji.

Michał Żmihorski